Jordania – Akaba – Herkules C130 – relacja z pobytu

Herkules C130, Petra i tydzień w Jordanii.

 

Herkules C130, Petra i niezapomniany tydzień w Jordanii

akaba_jordania

„Hej, tu Dom, co robisz za 2 tygodnie?” – takie pytanie może wróżyć wszystko. W tym przypadku okazało się świetną przygodną i niezapomnianymi wrażeniami. Dom zadzwonił z propozycją uczestniczenia w wyjątkowym wydarzeniu, jakim miało być zanurzenie w Akabie w Jordanii samolotu Herkules C130. Szybkie sprawdzenie kalendarza i odpowiedź nie mogła być inna, jak „Tak, oczywiście, jadę!”.

2 tygodnie minęły, nie wiedzieć kiedy, i 15 listopada siedziałam w samolocie. Ponieważ przyjemności trzeba dozować, a napięcie budować, podróż zapowiadała się długa. Najpierw przystanek w Istambule, dwie godziny czekania i kolejny lot do Ammanu – stolicy Jordanii. Mały stres pojawił się na lotnisku, gdy po tym, jak prawie wszyscy odebrali swoje bagaże, mój nie znalazł się na taśmie. Od razu myśl: jak nurkować bez sprzętu? Po chwili zawirowań i pomocy help desku znalazł się. Obsługa lotniska chyba pierwszy raz widziała sprzęt nurkowy w trakcie prześwietlania bagaży i postanowiła sprawdzić wszystko osobiście. Najważniejsze, że przyleciał. Uff. Krótki transfer do hotelu przy lotnisku, jeden z najkrótszych snów w trakcie pobytu w Jordanii (zakwaterowanie w hotelu o 01:00 rano, wykwaterowanie o 04:30) i kolejny przelot, tym razem już do miejsca docelowego – jedynej nadmorskiej miejscowości w tym państwie – Akaby.

 

16 listopada 2017 stał się ważną datą w historii Jordanii, a może bardziej samej Akaby. I pomimo, że zmęczenie podróżą dawało o sobie znać, to fakt uczestniczenia, w tak ważnym wydarzeniu dla tego miejsca, sprawiał, że podekscytowanie wzięło górę. Szybkie odświeżenie po podróży, śniadanie jeszcze szybsze i już byłam w drodze na miejsce wydarzenia. Opiekę nad całą liczną grupą sprawowała Aqaba Special Economic Zone (ASEZA). Na miejscu tłumy już się gromadziły na plaży, jak i na łodziach, aby zobaczyć zanurzenie Herkulesa C130, który to miał się stać nową sztuczną rafą w Zatoce Akaby na Morzu Czerwonym. Samolot prezentował się na barce niesamowicie. Całość wydarzenia była oprawiona jordańską muzyką z kobzami na czele, a także, co było największym zaskoczeniem, przelotami innego Herkulesa C130 i myśliwców. Trudno było skupić się na jednym miejscu. Oczy chciały widzieć wszystko na raz. Samo zanurzenie samolotu rozpoczęło się po 12:00, kiedy to został podczepiony na linach i uniesiony niewiele nad barkę, aby za chwilę zostać opuszczonym tuż nad powierzchnię wody. Po tym jak zaczął się zanurzać, w pewnym momencie wszyscy zgromadzeni wstrzymali oddech, gdy jedno ze skrzydeł przechyliło się na prawo. Na szczęście dalej wszystko poszło gładko. To niesamowite, jak przygotowania do całego wydarzenia zabrały wiele miesięcy, po to tylko, aby zanurzenie trwało parę minut. Ten jakże fascynujący dzień wraz z grupą zakończyliśmy lunchem w Berenice Beach Club, a następnie relaksem w hotelu. W głowie zaświtała myśl: „Ciekawe jak prezentuje się Herkules C130 pod wodą?” Ale na to musiałam jeszcze parę dni poczekać, bo w planie były dwie, równie wielkie atrakcje Jordanii.


Następnego dnia, po odespaniu bardzo krótkiej pierwszej nocy, czekała na mnie pierwsza turystyczna atrakcja Jordanii dostępna dla każdego, nie tylko tych nurkujących osób. Po śniadaniu rozpoczęliśmy całą grupą podróż do Wadi Rum – pustyni na południu Jordanii, nazywanej również Doliną Księżycową. Ten niewielki obszar został w 2011 roku wpisany na listę UNESCO, a zdecydowanie wcześniej, w latach 1917-1918, rozsławił go brytyjski oficer Thomas Edward Lawrence (pewnie wiele osób kojarzy film „Lawrence z Arabii”). Cały obszar jest ściśle chroniony i zamieszkały przez Beduinów, a w dawnych czasach prawdopodobnie także przez Nabatejczyków, którzy zostawili po sobie malunki na skałach. Przed przyjazdem do Jordanii zobaczyłam wiele zdjęć tego miejsca, ale żadne nie oddaje tego, co widzi się na żywo. Majestatyczne skały w niesamowitych barwach i kształtach robią ogromne wrażenie. Gdy dodamy to tego błękitne niebo, usłane delikatnymi białymi obłokami, dostaniemy wspaniałe miejsce, aby pobyć chwilę z dala od cywilizacji i zachwycić się tym, co stworzyła natura. Miejsce w zupełności przypomina marsjańską ziemię, co skrzętnie wykorzystują filmowcy. W trakcie przejazdu zatrzymaliśmy się na wyśmienity lunch w jednym z campów, rozsianych po pustyni. Romantycy (choć pewnie nie tylko oni) z chęcią skorzystają z możliwości noclegu w takim miejscu i podziwiania przepięknie rozgwieżdżonego nieba. Mój plan dnia niestety nie zakładał takiej opcji, nad czym ubolewam, ale w części zrekompensował to wspaniały zachód słońca, który zdecydowanie trwał za krótko. Skoro matka natura stworzyła takie cudo jak Wadi Rum, mogła się też postarać o dłuższe zachody słońca!!


Ktoś kiedyś powiedział, że równowaga w przyrodzie musi być (nie wiem, czy zawsze to się przekłada na rzeczywistość, ale to może przy innej okazji). W związku z tym, skoro dzień wcześniej zwiedziłam to, co stworzyła natura, kolejny dzień przeznaczony był na dzieła ludzkich rąk. Petra, bo o niej mowa, to chyba obok Wadi Rum i Morza Martwego, wizytówka Jordanii, a będąc w tym kraju nie sposób nie odwiedzić tego miejsca. Organizacja Aqaba Special Economic Zone, jako organizator mojego pobytu, dała mi tę możliwość, za co jestem im wdzięczna. Wychodziłam stamtąd pod ogromnym wrażeniem, tego, co człowiek był w stanie wybudować. Petra to ruiny miasta Nabatejczyków (na które w późniejszych czasach wpływ mieli również Helleni czy Rzymianie), powstałego między III w. p.n.e. a III w. n.e. Można o niej przytaczać wiele faktów historycznych, ale nic nie pobije podziwu jaki budzi swoim widokiem. Kolejka do wejścia była długa (są dni kiedy turystów jest zdecydowanie mniej), ale to co zobaczyłam po drugiej stronie, zostanie w mojej pamięci na długo. Najpierw spacer doliną, między wysokimi skałami, w różnych kształtach i kolorach. Zaczęłam się obawiać, czy pamięci na karcie mi wystarczy, choć przed wyjazdem z hotelu wyczyściłam ją do zera. Ważna uwaga – spacerując w kierunku największych atrakcji uważajcie na strażników, poruszających się na koniach. O ile strażnicy nie są groźni, o tyle próbując zrobić fantastyczne ujęcie otaczających skał przykucając gdzieś na uboczu, można doznać wątpliwej przyjemności zobaczenia przed oczami zielonych odchodów tych jakże miłych zwierząt. Im bliżej największej atrakcji tego miejsca, tym bardziej tłum zagęszczał się. Po chwili wiedziałam już dlaczego. Zza skał zaczął wyłaniać się Skarbiec Faraonów (wykuta w skale piętrowa budowla powstała ok. I-II w. n.e.), aby za chwilę ukazać się w całej okazałości. Po prostu uśmiech sam pojawia się na ustach, a oczy rozszerzają się z wrażenia, a człowiek czuje się malutki przy ogromie budowli. Od razu przed oczami stają sceny z filmu „Indiana Jones i ostatnia krucjata”, kiedy Harrison Ford szukał Świętego Graala. Chciałoby się spędzić w tym miejscu kolejne godziny, ale grafik napięty, więc idziemy dalej w kierunku Grobowców Królewskich i teatru. Każde z tych miejsc budzi zachwyt i niedowierzanie, że człowiek umiał zbudować tak niesamowite rzeczy. Aż ciężko było wsiadać do autokaru w drogę powrotną. Na szczęście od razu pojawiła się pozytywna myśl: tyle atrakcji już za mną, ale dwa kolejne dni zapowiadały się równie ciekawie.


Pamiętacie czasy, kiedy byliście dziećmi i z utęsknieniem czekaliście na ten moment, kiedy po wigilijnej kolacji otwieraliście prezenty? Dla mnie dwa kolejne dni tak właśnie się zapowiadały. Wiem, nie powinnam tak pisać, po tym, co zobaczyłam w ciągu ostatnich trzech dni, ale nic nie poradzę na to, że wizja nurkowania tak na mnie działa. Nurkowanie w tym rejonie Morza Czerwonego nie nastręcza wielu trudności i nie stawia wysokich wymagań. Nie doświadczymy tu silnych prądów, ponieważ jest to koniec zatoki, a miejsca nurkowe są za równo dla tych, co zaczynają nurkowania, jak i dla tych którzy mają większe doświadczenie. Pierwszy dzień nurkowy to był szybki transfer do portu, wejście na pokład niedużej, ale komfortowej łódki, należącej do Yazana, właściciela bazy Sea Guard, i pierwsze spostrzeżenie: jesteśmy grupą 5 nurkujących dziewczyn. Hmm, czułam jakiś spisek, ale szybko złapałyśmy z pozostałymi dziewczynami klimat. Do tego stopnia, że nieśmiałe (albo może i bardzo śmiałe) porównanie do Spice Girls nasunęło się samo. Krótki transfer łodzią i już składałam swój sprzęt, szykując się na nurkowanie w miejscu zwanym The Power Station. Sprawdzenie sprzętu i skok do wody. Uwielbiam tę „inną” ciszę, stan nieważkości i kolory świata podwodnego. The Power Station oferuje nurkowanie zarówno na pleteau, dla tych, co lubią szukać małych stworzeń na mniejszych głębokościach, jak i dla tych, co lubią nurkowania przy ścianie na głębokości do ok 30m. W obu przypadkach można zobaczyć liczna korale i wiele gatunków ryb. Skrzydlice, skorpenowante, szkaradnice, mureny, czy choćby ośmiornice to tylko nieliczne z tych, które można spotkać w rejonie Akaby. Stwierdziłyśmy z dziewczynami, że lunch wolimy zjeść po drugim nurkowaniu, więc krótka przerwa (w końcu nurkowaniu nie było długie, czy głębokie) i znów do wody. Ci, co lubią wraki, nie będą się tu nudzić. Moje drugie nurkowanie tego dnia było na wraku The Cedar Pride. To wrak, na którym można nurkować praktycznie z każdymi uprawnieniami, gdyż jego górne partie znajdują się w zasięgu nurków z podstawowymi uprawnieniami, a dolne na ok 25m. Pokryty licznymi koralami przyciąga wiele gatunków ryb, a ludzkie oko cieszy feeria barw. I tylko fotografowie mają dylemat przed wejściem do wody. Nastawić się na zdjęcia szerokokątne czy makro. Nurkowania zwieńczył przepyszny lunch z kurczakiem, rybą, arabskimi pastami i chlebem pita. Żyć, nie umierać.

Drugi dzień nurkowy zaplanowany był na nowym wraku zatopionym 3 dni wcześniej. Tak, tak. Herkules C130 czekał już na mnie. Transfer łodzią, szykowanie sprzętu i… Przecież pisałam na początku, że przyjemności trzeba dozować, prawda? Okazało się, że z brzegu w kierunku wraku płynęli nurkowie. Oznaczało to nie mniej, nie więcej tłum pod wodą. Tego zdecydowanie chcieliśmy uniknąć. Korzystając z doświadczenia Yazana, stwierdziliśmy, że poczekamy chwilę, by na spokojnie zanurkować. Po niedługim czasie, sprawdzenie sprzętu i do wody. Niesamowite jest wrażenie, kiedy jednego dnia widzisz sporych rozmiarów samolot na powierzchni wody, a 3 dni później oglądasz go zanurzonego, idealnie wpasowanego między rafą. Trzeba przyznać, że ekipa, która zajmowała się zatapianiem Herkulesa, spisała się na medal. Wrak znajduje się między 5m a 16m, dzięki czemu widać go już z powierzchni, ale to jego rozmiary sprawiają, że oczy otwierają się coraz szerzej. Wrak można z powodzeniem penetrować, wpływając i wypływając w kilku miejscach. Okoliczna rafa stanowi fantastyczne tło, a dla fotografów jeszcze jeden element imponujących zdjęć. Po prawie godzinie pod wodą i narzekaniach przewodnika, że mu zimno, przyszedł czas na lunch, a po nim drugie nurkowanie na czołgu zatopionym nieopodal Herkulesa. Czołg również znajduje się w rejonie rafy, gdzie można wypatrzeć ośmiornice, ślimaki nagoskrzelne, liczne błazenki, czy inne gatunki ryb. Ciężko wychodzi się z wody, mając w świadomości, że jeszcze chyba nie wszystko udało się zobaczyć. Mogę tylko liczyć na to, że jeszcze kiedyś uda mi się zawitać w te strony i ponownie zanurkować w Zatoce Akaby.

 

Wszystko co dobre szybko się kończy. I w tym przypadku trzeba było się z tym liczyć. Ostatni dzień w Jordanii, chwila wytchnienia po intensywnym, ale jakże wspaniałym tygodniu i czas pakowania. Ostatnie wymiany kontaktów, które z pewnością zaowocują dalszą współpracą, ale także prywatnymi spotkaniami. W końcu ostatnie spojrzenie na Akabę nocą i transfer do Ammanu na lotnisko, skąd samolot zabrał mnie przez Istambuł do Warszawy.

Podsumowując, to był udany wyjazd pod wieloma względami. Zaproszenie ze strony Aqaba Special Economic Zone, organizacja naszego pobytu i uczestniczenie w tak wspaniałym wydarzeniu, jak zatopienie Herkulesa C130. Zwiedzenie topowych atrakcji Jordanii, czyli Wadi Rum i Petry. Nurkowanie w Zatoce Akaby. Fajni ludzie, nowe znajomości, również te na dłużej. Akaba jest dobrym miejscem na tygodniowy urlop, gdzie można połączyć zwiedzanie z nurkowaniem i wypoczynkiem. Z pewnością jeszcze tam wrócę.

KO.

PYTANIA I REZERWACJA: biuro@nurkowanienaswiecie.pl lub tel 22 566 39 19

Herkules C130, Petra i tydzień w Jordanii.


Zadzwoń i opowiedz nam o swoich marzeniach, a my przygotujemy ofertę spełniającą Twoje oczekiwania.

Wypełnij formularz


Nasze pozostałe kierunki

[/vc_column][/vc_row]

 


Nasze pozostałe strony


Call Now Button